spotkania na wschodzie
pl ru

Wspomnienia, Inne

Kresy wspomnień cz.3. Cudem ocalony

Znalazłem się na Syberii wraz z tysiącem Polaków zesłanych tam po wywózkach z początku 1940 roku. Wraz ze mną zesłano rodziców i rodzeństwo. Miałem wówczas tylko 15 lat, ale według obowiązujących tam zasad musiałem pracować jak każdy dorosły. Przeznaczono mnie do wyrębu lasu. Najpierw pomagałem ścinać drzewa, a potem wywozić z lasu i układać wzdłuż drogi gałęzie. Później pracowałem przy spływie drewna. To była ciężka praca, nawet dla dorosłych mężczyzn. Zbijano tratwę, żeby na rzece było łatwiej kierować spływem nagromadzonych pni. Początkowo praca szła dobrze, aż zdarzył się wypadek. Była wiosna, roztopy. Na rzece pojawiły się olbrzymie lodowe kry. Jednego dnia taki zwał lodu uderzył w tratwę, a ja wpadłem do przeraźliwie zimnej wody. Pomyślałem sobie, że to już koniec. Zacząłem odmawiać Pod Twoją obronę. Nie wiem, jak to się stało, że znalazłem się na belkach odwróconej tratwy. Postanowiłem wtedy, że jeżeli przeżyję, to wstąpię do zakonu. Udało się. Zawsze jednak byłem wątłej budowy i słabego zdrowia. Zesłanie pogorszyło moją kondycję... i jeszcze ten wypadek. Przez to zdarzyło mi się spóźnić trzykrotnie do pracy. Za to groziło mi więzienie. Żeby przeżyć, trzeba było się jakoś ratować. Mój tata i starszy brat postanowili, że muszę uciekać. Wraz z kolegą, któremu również groziło więzienie, udaliśmy się więc do miasta Muraszi, odległego około 100 km od syberyjskiej tajgi. Udało się. Znaleźliśmy tutaj nawet pracę. Ta moja przymusowa ucieczka okazała się opatrznościowa kilka lat później, kiedy Stalin wydał dekret o zwolnieniu zesłańców. Chcąc wydostać się z tajgi, trzeba było dostać się do najbliższej stacji, a taką była Muraszi. Mogłem więc pomóc mojej rodzinie. Mieszkaliśmy tu razem przez miesiąc. Następnie udaliśmy się w drogę powrotną do ojczyzny. 23 maja 1949 roku wypełniłem swój ślub: wstąpiłem do nowicjatu ojców jezuitów. Ponieważ nie ukończyłem gimnazjum (a wtedy miałem już 24 lata i na naukę było późno), zostałem bratem zakonnym. W zakonie pełniłem rozmaite funkcje, byłem np. zakrystianem, kościelnym, krawcem.

br. Dominik Chromik SJ

Komentarze użytkowników
+ Dodaj komentarz
Wpisz swój komentarz oraz wypełnij pole Nazwa użytkownika!
Twój komentarz:
Nazwa użytkownika: