spotkania na wschodzie
pl ru

Wspomnienia, Białoruś

Słobódka na Brasławszczyźnie

TAJEMNICA DZWONÓW

Słobódka, jedno z najpiękniejszych terenów kresowych Braslawszczyzny, leży nad jeziorem Pociech. Niegdyś była siedzibą gminy. W obecnych czasach jest dużą wsią letniskową.

Malowniczo położona w pagórkowatej okolicy pełnej jezior przy szosie z Brasławia do Drui. Droga biegnie przez malownicze tereny wśród wzgórz nad doliną rzeki Drujki, łączącej jeziora z rzeką Dźwina. Miasteczkowy charakter nadaje jej brukowany, trójkątny placyk przed kościołem, na którym przed wojną stał pomnik Józefa Piłsudskiego. Wieś ma w większości zabudowę drewnianą typu wiejskiego. Wśród schludnych domków wyróżnia się dom ludowego rzeźbiarza Piotra Zalewskiego.

Najokazalszą budową jest monumentalny kościół p.w. Serca Jezusa. Poprzednio w tym miejscu stał drewniany kościół Opatrzności Bożej. Sponsorowany był przez pisarza litewskiego Stanisława Mirskiego w 1800 roku. Prawdopodobnie drewniana zabudowa kościoła spłonęła z niewiadomych przyczyn.

W latach 1901 – 1903 na jego miejscu, został zbudowany murowany kościół w stylu neoromańskim z elementami neogotyku, tj. jak trójnawowa bazylika z transeptem, zamkniętym prezbiterium, dwiema zakrystiami. Z kolei dwie wysokie pięciokondygnacyjne wieże, nakryte zostały spiczastymi dachami. Oryginalny wygląd mają drzwi wejściowe do kościoła z zawiasami wielokrotnie rozgałęzionymi okuciami w formie stylizowanych roślin, które zajmują prawie całą powierzchnię drzwi. Motywy roślinne występują w kapitelach kolumn oraz polichromii zdobiącej wnętrze kościoła. Kościół otacza kamienne ogrodzenie z ceglaną bramą.

Wysokie śnieżnobiałe wieże kościoła w Słobódce, widoczne są z daleka, z charakterystycznym elementem miejscowego krajobrazu. Jeszcze piękniejszy jest widok z wież na pagórkowatą i pełną jezior okolicę. Piękna panorama w kierunku zachodnim, odsłania przeplatające się pasma zielonego lądu i błękitnych wód jezior Pociech, Nieśpisz, Strusto, Snudy, Wojso, Bołojco i Niedrowo.

Dano mi było w moich młodzieńczych latach, za czasów sowieckiej okupacji, zostać ojcem chrzestnym i trzymać do chrztu córeczkę mojej koleżanki w danym kościele p.w. Serca Jezusa. W tym czasie mój parafialny kościół w Drui był już zamknięty przez władze okupacyjne. Pamiętam jak dzisiaj, to był zwykły roboczy dzień. Z kołchozu wziąłem konia zaprzężonego w zwykły, brudny wóz konny do przewożenia ciężkich towarów. Pod pretekstem zupełnie innej potrzeby. Nie mogłem nawet umyć ani wyczyścić, by ktoś nie odgadł celu mojej podróży. Jadąc przez wieś, dziecko musieliśmy ułożyć tak, by okoliczni mieszkańcy nie domyślili się celu naszej podróży. I nie donieśli władzy, która chętnie wyciągnęłaby wnioski za niewłaściwe wykorzystanie konia dla prywatnych celów, niezgodnych z kierunkiem partii.

Matką chrzestną była moja bratowa. Zajechaliśmy pod kościół, bez żadnej zapowiedzi, odnaleźliśmy księdza, gdzieś w ogrodzie. Poprosiliśmy o chrzest dziecka, świadkami został zakrystianin i gospodyni księdza,. Dziewczynka otrzymała imię Marysia. Marysia obecnie mieszka na Łotwie, utrzymuję z nią bliskie kontakty.

W tym miejscu muszę nadmienić, że w niedługim czasie po chrzcie kościół został zamknięty, a ksiądz został zesłany na Sybir przez władze sowieckie. Możliwie, że ktoś doniósł do władz na księdza, który miał zakaz wykonywania swych obrzędów.

Ciekawa i nie wyjaśniona do końca jest zagadka z dzwonami, które znajdowały się na wieżach. W czasie okupacji, gdy nastało zagrożenie dla dzwonów, miejscowi parafianie postanowili uratować dzwony. W godzinach nocnych, zdjęli dzwony, wywieźli do lasu i zakopali w ziemi. Tak się złożyło, że tą czynność wykonywały starsze osoby, które nie bały się odpowiedzialności, w sytuacji doniesienia władzy. Ponieważ dzwony należało zdać dla władz pod rygorem odpowiedzialności karnej. Ksiądz proboszcz miał z tego tytułu wiele nieprzyjemności wraz z kościelnym, który posiadał klucze od wejścia do kościoła. Przeprowadzono dochodzenie w sprawie zaginionych dzwonów, lecz nikt nie wydał osób, które zdemontowały dzwony i zakopali w lesie.

Dopiero po tak zwanej „pierestrojce” nastąpiła swoboda wyznawania wiary. Parafianie przypomnieli o dzwonach. Poszukiwali świadków, którzy zdejmowali i zakopali dzwony w lesie. Niektórzy ze świadków już odeszli do Pana. Paru z nich jeszcze żyło, lecz byli już w podeszłym wieku. Nie bardzo pamiętali tych miejsc w lesie. Wskazywali kilka miejsc, gdzie prawdopodobnie mogły być zakopane dzwony. Te miejsca dokładnie zostały przekopane, lecz dzwonów nie odnaleziono.

Do poszukiwań użyto środki techniczne do wykrywania metali, mimo to nie odnaleziono dzwonów.

Wiadomo, że gdy zakopywano dzwony była noc a w lesie miejsca są podobne do siebie. Ponadto tak długi upływ czasu zatarł ślady pamięci.

Inna wersja mówi, że nieprzyjaciel kościoła doniósł władzy o miejscu zakopania dzwonów, która następnie wykopała i zniszczyła te piękne dzwony.

Żaden ze świadków tego zdarzenia już nie żyje i nikt nie może wszcząć poszukiwania zaginionych dzwonów.

Pozostaje nadal wielką zagadką, co się stało z dzwonami, Słobódskiego kościoła p.w. Serca Jezusa. Czy dostali się w ręce władz okupacyjnych, czy ziemia zachowała w swym posiadaniu na wieczne czasy…

Autor: Stanisław Szałygo 

Komentarze użytkowników
+ Dodaj komentarz
Wpisz swój komentarz oraz wypełnij pole Nazwa użytkownika!
Twój komentarz:
Nazwa użytkownika: